Z racji bieżących obostrzeń sanitarnych firmy szkoleniowe musiały dopasować się, aby przetrwać. Jeśli ktoś unikał e-learningu teraz nie mógł/może już dłużej zwlekać. Epidemia uświadomiła wszystkim, jak ważna jest cyfryzacja i umiejętność elastycznego reagowania na zmiany. Wymusiła inwestycje w rozwiązania służące do pracy zdalnej, również w sferze klient-firma.

Z jedną z firm szkoleniowych współpracuje od wielu lat i faktycznie teraz szefowa przyparta do muru musiała poszukać alternatywy. Nasz wybór padł na

Mój kurs miał osobny „pokój”, mogłem bez problemu wczytać PDF oraz prezentacje z PowerPointa. Jest też opcja udostępniania ekranu, ale na razie nie musiałem z niej korzystać. Całe szkolenie można nagrać, także dla celów dokumentacji. Zaufana osoba (kontroler) może wejść i sprawdzić, czy faktycznie się kurs odbywa. Wadą tego typu spotkań online jest brak typowej ludzkiej interakcji, kamerka to nie wszystko. Oprócz głosu (lektora) uczeń może zdawać pytania poprzez czas. Także ja mogę spojrzeć i wpleść odpowiedź nie przerywając głównego wątku.

Niewątpliwą zaletą jest wygoda i komfort, obie strony są we własnym domu, i nie tracą czasu na dojazd. Gorzej jeśli w tle słychać odgłosy TV lub bieganie wesołej gromadki dzieci, ale cóż… życie.