Digital Ocean – zwykły cloud hosting?

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedintumblrmail

Na pierwszy rzut oka oferta Digital Ocean jest dość oklepana – ot maszyny wirtualne (zwane tu Dropletami) hostowane gdzieś tam w chmurach. Jednak warto przyjrzeć się dokładniej tej marce, bo stara się ona wyróżnić innowacyjnym podejściem do świadczonej usługi. Choćby tym, że zbudowanie nowej maszyny trwa tu średnio 55 sekund.

Marketingowym „targetem” są przede wszystkim twórcy witryn, webdeveloperzy, programiści i podobne typy spod ciemnej gwiazdy. Czekają na nich gotowe wzory maszyn z popularnymi frameworkami, CMSami, aplikacjami i całymi gotowymi środowiskami typu LAMP. Czeka dwufaktorowa autentykacja (kto poza nerdami i geekami w ogóle się tym przejmuje?). Czeka wreszcie API do zarządzania maszynami i zgrabny panel kontrlony (bo nawet developerzy potrzebują czasem czegoś bardziej minimalistycznego i eleganckiego niż cPanel).

Jak widać hosting celuje w budowanie sobie na nim środowiska dewelopersko-testowego, ale ceny jakie proponują wcale nie są takie wygórowane i można sobie wyobrazić hostowanie tam produkcyjnych VPSów.

Poza tym widać chęć zbudowania społeczności pomagających sobie wzajemnie użytkowników. Za każdy opublikowany tutorial, w którym podzielimy się wiedzą jak wykorzystać Digita Ocean do swych niecnych celów, dostajemy 50$. Artykułów już teraz jest całkiem sporo i niektóre są zupełnie przyzwoite.

Jak tego użyć? Na przykład do szybkiej (postawienie maszyny trwa 55 sekund) próby jak będzie nam się pracowało na Ubuntu przez zdalny pulpit, albo po SSH. Na przykład do postawienia szybko zestawu LAMP i przetestowaniu jakiegoś nowego produktu. Albo do zbudowania mocnej maszyny developerskiej, odpalanej rzadko ale przynajmniej zawsze tak samo skonfigurowanej, zawierającej te same pliki, nieważne z jakiego komputera pracujemy.

Ta ostatnia opcja nęci mnie najbardziej. Maszyna deweloperska z 8GB RAMu i dyskiem SSD i 4 rdzeniami, za 12 centów per godzina? Bosko 🙂 do domu takiej przecież nie kupię bo po co mi taki potwór? A wymiana czy awaria domowego trupka już mi niestraszna.

Jedyny minus jaki widzę, to naliczanie opłat nawet po wyłączeniu maszyny. Dopiero jej usunięcie (najlepiej poprzedzone snapshotem, żebyśmy mogli później przywrócić nasz serwer do żywych) przerywa proces „tykania licznika”. W windows Azure jest to znacznie wygodniejsze, po prostu klikamy stop i licznik przestaje bić. Ale może i tu tak to poprawią.

W każdym razie, jeśli ciekawi jesteście jak się to sprawdzi, to kliknijcie łaskawie w mój link referencyjny, a po rejestracji dodajcie sobie 10$ wbijając kod promocyjny 2014SSD, który znalazłem na oficjalnym kanale Twitterowym Digital Ocean i skutecznie wykorzystałem sam. 

Krzysiek Palikowski

Ryba w Webie. Uzależniony od sieci, kawy, Drupala, muzyki i pierogów.

More Posts - Website - Twitter - Facebook - LinkedIn - Google Plus

  • Konrad Tomaszewski

    dzięki za artykuł – mnie również świerzbi coby hosting gdzieś ze świata posmakować – 3 kwestie mnie jednak stopują: 1. ping w Polsce 2. faktura (coś tam u nich widzę made in NY) 3. umowa o powierzenie danych – pewnie inspektor Giodo się nie da przekonać;) pozdr!

  • Konrad Tomaszewski

    ps. widząc opis – 1,2 oraz 4 – wspólne nałogi;)